Żyj zdrowo

Twoje zdrowie w Twoich rękach
Marina Polmax w Dziwnowie

Ból – jak bardzo mnie to męczy

Jeśli bardzo cierpisz, pierwszą rzeczą, którą chcę Ci powiedzieć, jest to, że Ci wierzę. Nie wątpię nawet przez chwilę, że Twój ból jest rzeczywisty. Myślę wręcz, że jest jeszcze gorszy, niż go opisujesz.Zemanta Related Posts Thumbnail

Ciało ludzkie może być źródłem tortur do tego stopnia, że ma się ochotę odciąć sobie kończynę (jeśli to ona sprawia ból) albo – gdy nic nie pomaga – popełnić samobójstwo… A przypadki takie nie są ani rzadkie, ani skrajne. Wręcz przeciwnie: ból przychodzi z łatwością, szybko staje się silny i tak rozległy, że szczęśliwy ten, kto nie marzył o skoku z wysokości, aby ukrócić swoje męki.

  • Wyobraź sobie, że przez całe Twoje życie masz odczucie jakby ktoś stale przykładał Ci rozżarzone żelazko do policzka, sprawiając tym taki ból, że aż chce się krzyczeć. Nie możesz jednak tego robić, bo uznano by Cię za szaleńca i umieszczono w zakładzie zamkniętym. Oto, co czują osoby dotknięte półpaścem na twarzy.
  • Wyobraź sobie, że jesteś unieruchomiony w łóżku, a każdy, nawet najmniejszy ruch wywołuje ból podobny do dźgnięcia nożem w udo, i to przez tygodnie lub wręcz miesiące. Ból jest do tego stopnia silny, że wolałbyś amputację nogi, jednak to nic by nie pomogło, ponieważ ból spowodowany jest uciskaniem na korzenie nerwowe wychodzące z rdzenia kręgowego. Oto, co czują osoby dotknięte problemem rwy kulszowej.

Mógłbym podać setki przykładów.

Ból innych może przerażać nawet personel medyczny. Najprościej zatem jest go usunąć za pomocą środków pozbawiających pacjenta świadomości (znieczulenie), co jednocześnie pozbawia osobę cierpiącą własnego życia (wolę termin „cierpiącą” od „chorej”, ponieważ ta druga obejmuje wszystkich chorych, również tych, którzy nie czują bólu).

Innym, gorszym sposobem jest negowanie bólu, twierdząc, że jest wymyślony, że ma podłoże psychologiczne (lub też psychosomatyczne, bo brzmi to bardziej uczenie), zamieniając osobę cierpiącą w winną, niestabilną bądź egoistyczną, konfabulującą dla zdobycia uwagi. W tym przypadku również próbuje się taką osobę uspokoić za pomocą leków usypiających czy antydepresantów, niby jej pomagając, tak naprawdę w celu pozbycia się związanego z nią problemu.

I w tym właśnie miejscu przed osobą cierpiącą otwierają się drzwi do piekła.

Ból to niesprawiedliwość

Osobiście uważam, że najważniejsze jest, aby otoczenie przyjęło bezdyskusyjny i obiektywny charakter zdarzeń. Wydaje mi się, że najgorszą rzeczą, jaką można zrobić osobie cierpiącej, jest oskarżenie jej o symulanctwo.

Mogę porównać ofiary bólu z ofiarami niesprawiedliwości, ponieważ są to dwie podobne sytuacje. Ból jest niesprawiedliwością, a niesprawiedliwość bólem (moralnym, który jednak potrafi być niezwykle silny).

Ofiary przestępstw proszą przede wszystkim, aby nie negować tego, co w rzeczywistości im się przydarzyło; aby nie mówić im, że to ich wina; aby nie tłumaczyć ich oprawcy czy znajdować dla niego wymówek.

Jeśli zaczniesz umniejszać bądź negować fakty, sprawisz ofierze ból silniejszy od odczuwanego w momencie samego przestępstwa. Wprawisz ją w rozpacz, która może doprowadzić do szaleństwa lub samobójstwa (mówi się dużo o samobójstwach w więzieniach, jednak statystyki wykazują, że zdarzają się one znacznie częściej u ofiar napaści, szczególnie gdy wymiar sprawiedliwości nie mógł lub nie chciał sprawiedliwości oddać).

Niestety, szukanie „wytłumaczenia” dla przestępstwa to niezwykle powszechna reakcja. Wyjaśnień doszukuje się w zachowaniu i osobowości ofiary, która nie powinna była być taka a taka, zachować się tak a tak, patrzeć na napastnika w taki a taki sposób, znajdować się w danym miejscu, w danym czasie, i która nie powinna przecież dziwić się, że została… pobita, zgwałcona, dźgnięta nożem.

Wykonaj na samym sobie ten eksperyment: gdy czytasz w prasie opisy przestępstw, mózg natychmiast poszukuje w szczegółach zdarzenia powodów, dla których podobny dramat nie mógłby Ci się przydarzyć.

„Nie mieszkam w tej dzielnicy”. „Nigdy nie chodzę tą drogą”. „Jestem mężczyzną”, gdy ofiara jest kobietą, i odwrotnie. „Jestem dorosły”, kiedy ofiarą jest dziecko. „Moje dzieci nie chodzą do tej szkoły”. „Nigdy nie zdobył(a)bym się na taką nieostrożność…”

Wydaje mi się, że istnieje wytłumaczenie takiego zachowania. Aby poczuć się bezpieczniej, człowiek potrzebuje myśleć, że ma pod kontrolą to, co dzieje się w jego życiu. Przekonuje się, że to, co się przydarza, nie jest zaledwie wynikiem zbieżności losu, a skutkiem podjętych wyborów i decyzji. To sprawia, że postrzega on ofiarę jako co najmniej częściowo odpowiedzialną za to, co się jej przydarzyło.

Problem polega na tym, że taka postawa – niewątpliwie wygodna – powoduje u ofiary okrutne rozdarcie. Aby pokonać ból, poskładać się na nowo, wybaczyć oprawcy, a w końcu odnaleźć spokój, ofiara najpierw musi wiedzieć, że niesprawiedliwość została uznana. Jest to pierwszy, niezbędny krok. Jeśli rzeczywistość jest negowana lub umniejszana, myśli o swoich przejściach będą prześladować ofiarę, zamykając ją w psychicznym piekle.

Wydaje mi się, że podobnie rzecz ma się z bólem fizycznym. Osoba cierpiąca nie może nawet myśleć o uczeniu się życia z bólem, jeśli jest on negowany przez otoczenie.

Pierwszy krok do akceptacji cierpienia ma zatem wyjść nie ze strony samego pacjenta, lecz jego otoczenia, lekarzy, opiekunów i wszystkich innych obecnych, którzy muszą uznać rzeczywistość bólu.

Nie jesteś odosobniony w cierpieniu

Osoby cierpiące odczuwają silną potrzebę poznania innych osób doświadczonych podobną chorobą i opowiadających o swoich cierpieniach. Koniecznie chcą poznać ich historię, ponieważ wtedy wiedzą, że istnieje co najmniej jedna osoba, która wie, nie neguje, nie umniejsza, bo ten dramat przydarzył się również jej.

Tak długo jak osoba cierpiąca nie ma pewności, czy ktoś przeżywał to samo, odczuwa lęk – przed samotnością, przed doświadczaniem czegoś, czego nikt nigdy nie znał, czego nie da się opisać.

Z kolei lektura relacji lub spotkanie osoby, która poznała już to cierpienie, może przynieść pierwszą ulgę. To normalne, a wręcz podstawowe. Nie chodzi tu o sadyzm, chorą satysfakcję z cierpienia innych, lecz o głęboko ludzką potrzebę bycia zrozumianym (lub potencjalnie zrozumianym) przez drugą osobę.

Już od tego momentu osoba cierpiąca może zaakceptować zaistniałą sytuację i zacząć zastanawiać się: „co mogę teraz zrobić, aby zacząć na nowo żyć z bólem?”

Bóle, na które nie poznano lekarstwa

Jeśli ból spowodowany jest uszkodzoną tkanką, na przykład w przypadku problemów z chrząstkami, przepukliną, złamaniem, poważnym oparzeniem itd., całą uwagę skupia się na przyczynie bólu. Bez gwarancji, że znalezione zostanie rozwiązanie.

Istnieją jednak liczne sytuacje, w których przyczyny nie da się usunąć. Wiele chorób powoduje cierpienia, ponieważ układ nerwowy w nieprawidłowy sposób traktuje ból, na przykład w przypadku fibromialgii.

Przy braku jakiegokolwiek zranienia czy widocznej choroby doświadcza się rozległego, dogłębnego, trwałego i nieustannego bólu mięśni, z okresami zaostrzenia. Bolesne punkty przy nacisku powodują cierpienie. Jest się zmęczonym, źle się sypia, traci się pamięć. Fibromialgia może być również przyczyną problemów z trawieniem (zespół jelita drażliwego itd.), zespołu niespokojnych nóg czy zespołu bolesnego pęcherza.

Powiedzmy zatem o tym najtrudniejszym przypadku – przypadku intensywnego bólu, na który medycyna nie zna lekarstwa, ponieważ źródło cierpienia znajduje się bezpośrednio w układzie nerwowym.

Choroby te zamieniają życie w piekło. Bardzo często pacjent pogrąża się w depresji. Wskaźnik samobójstw jest 10 razy większy wśród osób dotkniętych fibromialgią niż u reszty społeczeństwa, a przyczyną tego jest nieznośny ból, pogarszający się jeszcze w okresach silnego stresu, zmęczenia, a nawet przy zmianie pogody.

Medycyna konwencjonalna nie ma chorym nic do zaoferowania. Co więc robić?

Na szczęście można bardzo wiele. I właśnie o tym będziemy mówić, a z podanych rad korzystać mogą wszyscy cierpiący.

Stać się realistą wobec medycyny

Chyba pisałem już kiedyś o syndromie autostopowicza, kiedy to pacjent biernie wyczekuje, aż terapeuta lub lekarz znajdą dla niego rozwiązanie.

W przypadku wszystkich problemów zdrowotnych, a zwłaszcza w przypadku bólu, jest to najgorsze, co można sobie zafundować. Natychmiast trzeba skończyć z postrzeganiem lekarza jako jedynej osoby mającej kontrolę i samemu zająć miejsce kierowcy – to moje życie, mój problem i to ja go rozwiążę. Oczywiście, wciąż należy stawiać się na wizytach u lekarza czy terapeuty, którzy mogą okazać się przydatni w pewnych przypadkach, jednak musisz przestać spodziewać się, że rozwiążą problem za Ciebie.

„Naturalna siła uzdrawiająca w każdym z nas jest naszym najlepszym lekarzem”, mawiał Hipokrates 2500 lat temu. Twierdził też, że nie jest w stanie uleczyć osób, które same nie zdecydowały się wyzdrowieć!

Jest to kwestia realizmu oraz przejścia w końcu do „dorosłości”. Trzeba przestać oczekiwać od innych, że wezmą Ciebie w opiekę oraz zrozumieć – nawet jeśli to trudne – że każdy jest kowalem własnego losu.

Pokazałem Ci absolutne podstawy, przejdźmy teraz do konkretnych porad, jak pokonać lub zaakceptować ból i nauczyć się z nim żyć.

Wyrwać się z zaklętego koła stresu

Jakie by nie były przyczyny odczuwanego bólu, będziesz cierpieć w mniejszym stopniu, jeśli odejmiesz sobie trochę stresu.

Może on być czynnikiem inicjującym w przypadku fibromialgii. Zdarza się tak często w przypadku perfekcjonistów, osób wymagających dużo zarówno od samych siebie, jak i od otoczenia, często bardzo pracowitych, hojnych, nieoszczędzających się. Powoduje to napięcie mięśni i problemy trawienne, które pogarszają ogólny stan chorych.

Tworzy się zaklęte koło – stres wzmaga bóle, co z kolei potęguje stres.

Ciało wydziela hormony stresu, które powodują napięcie mięśni i ścięgien do tego stopnia, że te przestają się rozciągać, blokują się i stają się bolesne. Bardzo powoli i niezauważalnie mogą też zużywać się mięśnie, rozwijać stany zapalne, powodując ból, a tym samym dodatkowy stres.

Układ pokarmowy człowieka również jest podatny na napięcie. Jak twierdzi dr Jean-Paul Curtay „całość układu pokarmowego, od jamy ustnej aż po odbyt, wysłany jest komórkami mięśniowymi ułożonymi okrężnie tworzącymi  warstwy, które mogą – tak jak każdy inny mięsień – się kurczyć. Dzieje się tak, kiedy jesteśmy zestresowani, co niesie za sobą wiele konsekwencji związanych z trawieniem: problemy z przełykaniem, aerofagia, wzdęcia, problemy z przetrawieniem pokarmu (kiedy coś „leży na żołądku”), rozstrój żołądka, nieżyt żołądka, wrzody układu pokarmowego, dyskomfort, tendencja do rozwolnień. Niektóre z powyższych dolegliwości mogą się zaostrzyć i przekształcić się w przewlekłe choroby zapalne układu pokarmowego, niekiedy bardzo poważne. Badania wykazują, że osoby dotknięte tego typu dolegliwościami są często perfekcjonistami z silnymi skłonnościami do obsesji, a więc też bardzo podatne na stres”1.

Należy zatem zminimalizować stres oraz nauczyć się go kontrolować. Wachlarz terapii jest niezwykle szeroki, począwszy od medytacji, przez jogę czy pływanie, aż po uzupełnianie braków w diecie (o tyrozynę, glutaminę, tryptofan).

Poprawa nastroju

Największym zagrożeniem ciążącym nad osobami cierpiącymi jest rezygnacja z życia i pogrążenie się w depresji.

Okazuje się, że dziurawiec zwyczajny (Hypericum perforatum) wykazał skuteczność w walce z lekką i średnią depresją. W badaniu przeprowadzonym na 79 pacjentach stwierdzono poprawę objawów depresji przy jednoczesnym złagodzeniu bólu.

Warto więc spróbować, jednak ostrożnie – roślina ma swoje przeciwwskazania, należy więc skonsultować się z lekarzem przed jej przyjęciem.

Równowaga neuroprzekaźników

Być może odczuwany ból zaostrza się w wyniku zachwiania równowagi neuroprzekaźników – substancji chemicznych, które przekazują impulsy elektryczne między komórkami nerwowymi.

Kilka z nich zaangażowanych jest w ból i jego odczuwanie. Są to:

  • serotonina,
  • GABA,
  • noradrenalina,
  • dopamina,
  • kwas glutaminowy.

Nietolerancja pokarmowa

U niektórych osób ściana jelita staje się porowata i przepuszcza duże cząsteczki, które z reguły powinny być filtrowane. Owa porowatość rozwija się wskutek zapalenia nabłonka jelitowego. Proteiny zbożowe (gluten) oraz proteiny krowiego mleka (kazeina) przedostają się do krwi i mogą wywołać reakcję obronną i zapalną, jak również dostać się do mózgu i przyczyniać się do pogorszenia ogólnego złego samopoczucia.

Jeśli dokuczają Ci już przewlekłe bóle, należy upewnić się, że nie cierpisz na żadne alergie pokarmowe, które pogarszają Twój stan.

Oczyszczanie organizmu

Podążając tym tokiem myślenia, zanieczyszczenia pokarmowe i atmosferyczne, pestycydy, azotany, środki czyszczące, tytoń, leki, cząsteczki powstałe podczas  gotowania w wysokiej temperaturze (białka po procesie glikacji) czy też substancje chemiczne z opakowań na pożywienie odbijają się na odporności i mogą niebezpiecznie zahamować naturalny proces zdrowienia ciała i zanikania bólów.

Poddanie się oczyszczeniu organizmu przyniesie ulgę od bólu znacznie szybciej, niż myślisz.

Ćwiczenia fizyczne

Bóle, również bóle stawów, mają tendencję do zanikania przy regularnej aktywności fizycznej. Wydaje się to sprzeczne, gdyż zwykle naturalnym odruchem jest poruszanie się w jak najmniejszym stopniu, by złagodzić cierpienie.

W rzeczywistości jednak sport wzmaga wydzielanie endorfin – hormonów, które zmniejszają wrażliwość na ból.

Oczywiście należy wybierać czynności o średniej intensywności: spacery, rower stacjonarny, pływanie, taniec towarzyski. Bardzo dobre efekty osiągali pacjenci uprawiający sport w basenie z podgrzewaną wodą2.

Warto skorzystać też z wizyty w sanatorium lub wybrać się nad morze.

Należy być cierpliwym, ponieważ poprawę odczuwa się głównie od ósmego tygodnia i stan chorego poprawia się aż do tygodnia dwudziestego.

Hipnoza

Hipnoza terapeutyczna jest coraz bardziej kojarzona z tradycyjnym leczeniem, a jeśli jeszcze jej nie próbowałeś, być może właśnie nadszedł na to moment. Podczas hipnozy pacjent z pomocą hipnologa odpowiada na sugestie. Gałąź hipnozy, wizualizacja, pozwala wprowadzić pacjenta w taki stan, w którym wyobraża on sobie rzeczywistość wewnętrzną bez obecności bodźców zewnętrznych. Celem jest zmodyfikowanie niektórych odczuć.

To właśnie ta technika stała się przedmiotem sześciu badań klinicznych zajmujących się bólem odczuwanym przez pacjentów cierpiących na fibromialgię. Badania te wykazały, że wizualizacja jest skuteczna w redukowaniu bolesnych odczuć. Nie wiadomo, czy inne objawy fibromialgii faktycznie ulegają poprawie, ponieważ skutki wizualizacji są trudne do zinterpretowania.

Fibromialgia to bardzo tajemnicza choroba. Niewiele wiadomo o jej przyczynach, jeszcze trudniej ją zdiagnozować. Objawy fibromialgii są mało specyficzne – to jakby skrzyżowanie reumatyzmu z depresją. Wszystko boli, trudno się ruszać i człowiek traci chęć do życia. Jeszcze niedawno w oficjalnym spisie chorób w ogóle jej nie było. Bardzo trudno znaleźć na nią skuteczne lekarstwo, chyba że… sięgnie się po roślinne specyfiki z Ameryki Południowej.

Pani Jolanta Walczak z Poznania o walce z fibromialgią mogłaby napisać całą książkę. Zresztą wcale niewykluczone, że kiedyś to zrobi. Będzie to książka „wyciskacz łez” z suspensem, ale i z hollywoodzkim szczęśliwym zakończeniem. Zanim jednak do niego dojdzie, jej treść najpierw będzie się kojarzyć z wędrówką Syzyfa lub z wieloletnim kluczeniem w nieskończonym, wciąż rozwidlającym się labiryncie.

Diagnoza koleżanki
– Najpierw wiele lat w ogóle nie wiedziałam, co mi tak naprawdę dolega – opowiada pani Jolanta. – Leczona byłam tylko objawowo. To, że może to być właśnie fibromialgia – przewlekła reumatyczna choroba tkanek miękkich – podsunęła mi moja przyjaciółka, która w jakimś czasopiśmie przeczytała artykuł na temat tej choroby. Zadzwoniła do mnie i powiedziała, że w artykule jest praktycznie mowa o wszystkich objawach, które mnie nękają. Że powinnam się tą publikacją zainteresować.
To wtedy chyba po raz pierwszy usłyszała tę dziwną nazwę: fibromialgia – w skrócie FMS. Brzmiało to podobnie okropnie, jak bolało.
Intuicja przyjaciółki pani Jolanty okazała się bezbłędna. To, czego lekarze przez wiele lat nie potrafili sprecyzować, ona – notabene zawodowy psycholog – zdiagnozowała w ciągu zaledwie kilku chwil, na dodatek przez telefon. Późniejsze badania, które pani Jolanta przeprowadziła pod kątem fibromialgii, werdykt ten potwierdziły. Potwierdził to też prof. Włodzimierz Samborski z Poznania – konsultant medyczny publikacji, na którą zwróciła uwagę koleżanka pani Joli. Specjalista, do którego – po przeczytaniu owego „przełomowego artykułu” – pani Jolanta się wybrała.
– Wtedy nagle wszystko stało się jasne – opowiada pani Jolanta. – Klocki układanki, które od wielu lat miałam wokół siebie i których nikt nie potrafił ułożyć, nagle trafiły na swoje miejsce. Kluczenie po omacku się skończyło i choroba została w końcu nazwana. Wszystkie doświadczenia zebrane w czasie wieloletniego borykania się z nią, można było teraz porównać z tym, co ma do powiedzenia miała nauka.

Ku naturze
– To straszna choroba – opowiada pani Jolanta. – Ból, który powoduje, jest głęboki, świdrujący, przewlekły. Wypełza niepostrzeżenie, coraz szerzej rozlewa się po całym ciele i w końcu jest wszędzie – od stóp po czubek głowy. Rano często zaczyna się od sztywnienia, jakby paraliżu mięśni. Trudno zwlec się z łóżka. Jest wszechobecny. Odbiera chęć do życia. Zaczęło się przed wielu laty, gdy razem z mężem – panem Adamem – mieszkała jeszcze w Osnabrück, w Niemczech, dokąd wyjechali w 1987 roku. Początkiem było tajemnicze zapalenie gardła, którego przez pół roku żaden lekarz nie mógł wyleczyć. Co łagodniało i – mogło się wydawać – że szło w niepamięć, to znów odżywało i ze zdwojoną siłą zwalało ją z nóg. Wkrótce potem zaczęły się pełzające, świdrujące w całym ciele bóle.
– W walce z dolegliwością wypróbowałam wszystkich możliwych środków – wspomina. – Także tych najsilniejszych – antybiotyków. Jednak spustoszenie, które powodowały w organizmie, było straszliwe. Mój system immunologiczny został całkowicie rozregulowany. Szybko zrozumiałam, że koniecznie muszę sięgnąć po naturalne metody leczenia, bo inaczej cały mój organizm zostanie bezpowrotnie zrujnowany.

Metodą prób i błędów
Zaczęła stosować zioła szwedzkie, wyciąg z wątroby rekina oraz bardzo popularny wtedy w Niemczech propolis. Eksperymentowała – zarówno jeśli chodzi o częstotliwość przyjmowania, jak i z dawkami. Porażki przeplatały się z sukcesami. Raz było lepiej, raz gorzej. Raz choroba jakby kapitulowała, kiedy indziej wystarczył trochę zimniejszy podmuch wiatru, by znów paraliżowała jej wszystkie ruchy. Wypróbowała również homeopatię – ale jej rezultaty też były raz lepsze, raz gorsze – „w kratkę”.
– Przełom nastąpił dopiero wtedy, gdy – będąc już w Polsce – sięgnęłam po preparaty peruwiańskie – opowiada. – Teoretycznie powinna zrobić to znacznie wcześniej, bo mój mąż miał bardzo dobre rezultaty w leczeniu vilcacorą trądziku różowatego. Ale cały czas byłam w trakcie wypróbowywania jakiejś nowej kuracji, której nie chciałam dezorganizować elementem „z innej bajki”. Gdyby nie to, szczęśliwe zakończenie moich zdrowotnych tarapatów mogłoby nastąpić znacznie szybciej.

Z doświadczeń męża
– Ja o vilcacorze dowiedziałem się w Niemczech, od lekarki, która uważała, że jest to środek bardzo skuteczny, który powinienem wypróbować na nękający mnie trądzik różowaty – opowiada pan Adam, mąż pani Jolanty. – W tym okresie już w zasadzie jedną nogą mieszkaliśmy w Polsce i alternatywą była półroczna kuracja antybiotykami. Szczerze mówiąc – nie uśmiechała mi się ona wcale, bo wiedziałem, co antybiotyki potrafią zrobić z systemem odpornościowym. Z drugiej strony – nie do końca wierzyłem, że preparaty roślinne są w stanie uporać się z problemem, z którym przez dłuższy czas nie potrafili poradzić sobie doświadczeni i utytułowani lekarze. Mimo to postanowiłem spróbować…
Kuracja trwała sześć miesięcy. Wstępem do niej było pełne oczyszczenie organizmu przy pomocy manayupy, flor de arena i hercampuri, po czym nastąpił etap zasadniczy, którego głównym elementem była vilcacora. Trądzik różowaty nie jest przypadłością bardzo dokuczliwą i na pewno nie można porównywać jej z fibromialgią. Trądzik ten polega na stałym, nadmiernym zaróżowieniu policzków i czubka nosa. Słowem – pacjent ma karnację… świętego Mikołaja! Na pewno można z tym żyć, ale pan Adam – w związku z tym, że cały czas obracał się w kręgach biznesowych – czuł się z tą przypadłością niewygodnie i bardzo chciał z nią coś zrobić.
I zrobił.
Raczej nie on, lecz vilcacora.

Stuprocentowy rezultat
– Już poprzednio – opowiada pan Adam – w czasie trwania kuracji wydawało mi się, że zaróżowienie okresowo maleje. Ale faktyczny efekt nastąpił dopiero po półrocznej kuracji. I był naprawdę niesamowity! Wieczorem, gdy kładłem się spać, moje policzki były jak zawsze zaczerwienione. A na następny dzień – gdy się budziłem i spoglądałem w lustro, nie mogłem wprost uwierzyć: po zaróżowieniu – ani śladu!
– Rezultat był naprawdę imponujący – mówi pani Jola. – Tym bardziej cieszył, że nastąpił tak nagle – tak niespodziewanie!

Kuracja pani Joli
Gdy ona sama w swej wędrówce w labiryncie fibromialgii sięgnęła po preparaty południowoamerykańskie, na zmiany nie musiała czekać tak długo. Już w pierwszych dniach po zażyciu vilcacory poczuła się zdecydowanie lepiej. Ból nie pojawiał się, a jeśli nawet wyzierał gdzieś zza węgła, ledwie ćmił. Ale z biegiem dni nawet tego nie było. Zaczęła zastanawiać się, czy wreszcie znalazła to, co powinna była odnaleźć już dawno. Czy jest uratowana? Wyzwolona?
– Różne warianty kuracji wypróbowałam – opowiada. – Z vilcacorą, z tahuari, z aceite de copaiba, zarzaparillą i chuchuhuasi. Z moich doświadczeń wynika, że obok vilcacory bardzo skuteczne jest chuchuhuasi. A moim własnym patentem jest to, by kurację popijać świeżym sokiem pomarańczowym. Wtedy – jak pokazuje doświadczenie – efekt jest najlepszy. Jeśli nawet coś boli, po pół godzinie znika. Ból ginie i… – najczęściej – już nie wraca.

Powrót do normalności
– Od czasu, gdy zaczęłam brać vilcacorę, przestałam bać się fibromialgii – mówi pani Jolanta. – Mogę normalnie funkcjonować i dosłownie – nic nie jest mi już straszne. Po latach poszukiwań czuję, że w końcu dopłynęłam do macierzystego portu. Ile to znaczy, wie tylko ten, kto walczy z fibromialgią.

Objawy fibromialgii

  • Ból zaczynający się w okolicy krzyża, skąd promieniuje wzdłuż kręgosłupa na tył głowy, do barków, łokci i rąk, bioder, wreszcie do kolan i kostek.
  • Dolegliwości obejmują też klatkę piersiową, ścięgna i więzadła, a nawet szczęki. Ból może być głęboki, rozlany, przewlekły.
  • Chorzy skarżą się na pulsujące, świdrujące, wykręcające, kłujące i strzelające bóle mięśni.
  • Chroniczne zmęczenie, osłabienie i bóle głowy.
  • Zaburzenia snu i osłabienie koncentracji, a także mniejsze lub większe trudności z zapamiętywaniem.
  • Może wystąpić drętwienie kończyn, powiększenie węzłów chłonnych i gorączka

Fibromialgia (FMS) charakteryzuje się rozlanymi bólami mięśniowymi, jak również dodatkowymi objawami, co może powodować, że reumatolog będzie rozpoznawał ją jako zapalenie stawów i mięśni, gastroenterolog jako zespół jelita nadwrażliwego, urolog zespół pęcherza nadreaktywnego, neurolog zaburzenia snu, a psychiatra zaburzenia hipochondryczno-lękowe.
Etiologia FMS jest niejasna. Jednakże wiele wskazuje, że zaburzenie związane jest z dysfunkcją osi podwzgórze-przysadka-nadnercza.
Zdaniem epidemiologów FMS występuje u 2–12 proc. populacji. Na fibromialgię częściej zapadają osoby dorosłe, choruje więcej kobiet niż mężczyzn.
Przypadek pani Jolanty należy do najbardziej typowych postaci FMS. Szczególnie charakterystycznym symptomem początkowym, na który wskazuje pani Jolanta, są częste, nawracające zapalenia migdałków podniebiennych. Potem choroba zaczyna się powoli rozwijać.
Ustąpienie dolegliwości po kuracji vilcacorą – poprzedzonej oczyszczaniem organizmu innymi ziołami andyjskimi – skłania do szukania przyczyny FMS w zatruciu organizmu wolnymi rodnikami.
Wolne rodniki z kolei występują w organizmie w wyniku złej diety. Powracamy zatem do nieśmiertelnego stwierdzenia Hipokratesa – ojca medycyny europejskiej – oby wasze jedzenie było lekarstwem, a lekarstwo waszym jedzeniem.
Pani Jolanta nie jest pierwszą znaną mi osobą, która odkryła vilcacorę jako szansę na wyjście z koszmarnego cierpienia powodowanego przez FMS. Choruje nie tylko jakaś jedna część ciała czy narząd, ale mózg, w którym znajdują się reprezentacje narządów. Właściwe odżywianie mózgu w FMS jest zasadniczym elementem skutecznej terapii.
Przypuszcza się, że dziesiątki tysięcy ludzi poddawanych jest niezwykle kosztownym, w efekcie nieskutecznym, procedurom medycznym, tylko dlatego, że nie mieli tyle szczęścia co pani Jolanta.

Dane wpisu

Data
6 lutego 2014

Autor
pgo

Tagi

Zostaw odpowiedź

Musisz się zalogować aby móc komentować.